Autor: Gabriella Angotti-Jones

Pani Angotti-Jones jest fotografką dokumentalną mieszkającą w południowej Kalifornii.

Miałem 9 lat, kiedy dostałem swoją pierwszą deskę surfingową. Zabrałem swoją nową, różową deskorolkę na dół na molo, a stara głowa w zniszczonej koszulce bez rękawów podeszła do mnie i zapytała: „Pojedziesz tym czymś?” Ukłoniłem się.

Pamiętam, jak siedziałem na plaży i wpatrywałem się w fale. Byłam jedyną dziewczyną, nie mówiąc już o Czarnym, z deską.

Dorastałem w dwurasowej rodzinie w Capistrano Beach w Kalifornii. Byliśmy wśród garstki rodzin rasy czarnej lub mieszanej w sąsiedztwie. Nie miałem wtedy zbyt wiele na temat wspólnoty na lądzie, czy na wodzie.

Byłem zbyt młody, aby zrozumieć, dlaczego czasami czułem się niemile widziany w składzie. Zacząłem wątpić w siebie, a w szczególnie złe dni, kiedy wszystko, co mogłem zrobić, to wymazać, czułem się tak, jakby ocean też mnie nie chciał.

Mam teraz podstawową grupę przyjaciół, którzy wyglądają jak ja, a także dzielą mój szacunek dla oceanu. Zawsze widzę, jak podskakują w wodzie — mają głowy zakończone puchem.

Ale pomimo tego, jak niewygodne może to być dla niektórych, nadal będziemy nosić kombinezony i wiosłować. Rzeczywiście, wiele organizacji zajmujących się nauczaniem kolorowych młodych ludzi, jak surfować, jest prowadzonych przez czarne kobiety. Cieszę się, widząc trochę więcej różnorodności pod względem płci, pochodzenia etnicznego i rasy w składzie, kiedy jestem obecnie w wodzie.

Moi przyjaciele i ja pobieramy opłaty za fale. Krzyczymy, gdy jedno z nas strzeli bramkę, i tańczymy do Megan Thee Stallion, zdejmując kombinezony. W końcu znalazłem społeczność, za którą tęskniłem te wszystkie lata temu, kiedy po raz pierwszy spojrzałem na ocean ze swoją nową deską surfingową.