Ale sprawa antyaborcyjna jest ściśle związana z kulturowo bunkrowaną Partią Republikańską i osłabionym prawem religijnym, ma niewiele megafonów medialnych i słabe zaplecze finansowe, a większość kraju wydaje się po prostu nie chcieć zbyt wiele myśleć o aborcji i ukarać stronę, która ich do tego zmusza. Tak więc niezwykle łatwo jest wyobrazić sobie koniec Roe prowadzący do nieco większej ogólnej regulacji państwowej (głównie ograniczenia w drugim trymestrze, podobnie jak w wielu krajach europejskich), ale z drugiej strony dla nielicznych państw, które idą dalej, zostają zbojkotowane i oblężone , pozostawiając cel zakończenia aborcji w całym kraju tak daleko jak zawsze.

Zwłaszcza, że ​​wiarygodność tego celu zależy od tego, czy ruch w obronie życia może udowodnić – poprzez bardzo dosłowne demonstracje polityczne, a nie tylko retorykę – że może chronić i wspierać ciężarne kobiety, które nie będą już miały na świecie aborcji, których pragnie. Strona pro-choice upiera się, że niezależność, dobrobyt i równość tych kobiet zależy od prawa do zakończenia życia, które, gdyby zechciała, zostało nazwane imieniem i uczczone zdjęciami USG na lodówce. Wbrew temu argumentowi ruch antyaborcyjny potrzebuje czegoś więcej niż tylko zdjęcia ultrasonograficznego: musi udowodnić, że przesłanka pro-choice jest błędna.

Wiedzą o tym mądrzejsi przywódcy ruchu. Na przykład w zeszłym roku Emma Green z The Atlantic przedstawiła Cheryl Bachelder, byłą dyrektor generalną Popeye’s i rzadką działaczkę pro-life w świecie C-suite, która współpracowała z innymi liderami antyaborcyjnymi „w celu przeprowadzenia burzy mózgów we wszystkich systemach wsparcia społeczności które musiałyby być silniejsze w świecie, w którym aborcja jest nielegalna: usługi w zakresie zdrowia psychicznego, programy wychodzenia z nałogów, przystępna cenowo opieka nad dziećmi ”. Green poinformował również, że Charlotte Lozier Institute, ramię badawcze pro-life Susan B. Anthony List, opracowuje bazę danych zasobów państwowych dla kobiet w ciąży w ramach przygotowań na oczekiwany koniec Roe.

Ale oczywiście – jak zauważył Green z suchym niedomówieniem – faktyczna ekspansja usług socjalnych w państwach, które mogłyby zakazać aborcji, wymagałaby innej Partii Republikańskiej niż ta, która istnieje obecnie.

Na przykład w ciągu ostatniego miesiąca wielu konserwatywnych społecznie republikanów krytykowało propozycję zasiłku rodzinnego Romneya, twierdząc, że może ona prowadzić do większej liczby niepracujących samotnych matek. To rozsądne zmartwienie, ale jest tak, że uznanie aborcji za nielegalną doprowadziłoby na krótką metę do tego, że więcej kobiet będzie wychowywało dzieci w trudnych warunkach. (Długofalowe skutki kulturowe to osobna kwestia). A poza tym wykazano, że dotacje rodzinne, takie jak plan Romneya, zmniejszają liczbę aborcji, gdy są wdrażane w krajach europejskich.

Połącz te rzeczywistości razem, a dojdziesz do wniosku, że większość republikanów nie zinternalizowała. Aby ograniczyć aborcję w sprawiedliwy i trwały sposób, zmniejszyć zarówno osobiste trudności związane z rodzicielstwem, jak i liczbę przypadków nielegalnej aborcji, prawdopodobnie potrzebujesz jakiejś polityki, takiej jak plan Romneya, bez względu na konsekwencje dla motywacji do pracy lub samotnego macierzyństwa. Bardziej niezamierzone narodziny biednych kobiet w najbliższym czasie są konieczną ceną zwycięstwa w obronie życia – z powodu życia samych dzieci jest to powód, dla którego ta cena jest bardzo warta zapłacenia.