Tak się składa, że ​​w pracach przeznaczonych dla miejsca nad Tamizą w Richmond w Londynie, w pobliżu miejsca, w którym mieszkała i pracowała autorka, pojawia się nowy, pełnowymiarowy posąg Woolf, w którym zostanie przedstawiona siedząca na ławce, jak choć odpoczywała po jednym ze spacerów, co czule opisała w swoim eseju z 1927 r. „Street Haunting”. Rzeźba – prostsza, bardziej ubrana, dążąca do realizmu – jest zaskakująca tylko z jednego powodu: podobizna Woolfa delikatnie się uśmiecha. (Ktoś mógłby z kilkunastu kroków pomylić ją z Mary Poppins). W każdym razie w wyglądzie Woolf jest coś, z czego można się cieszyć, ponieważ zeszłego lata pojawiły się pierwsze niefabularne postacie kobiece, które kiedykolwiek zamieszkiwały w Nowym Jorku. Central Park: pomnik pionierów sufrażystek Sojourner Truth, Susan B. Anthony i Elizabeth Cady Stanton współpracujących przy stole – którzy dołączyli do Matki Gęsi, Alicji w Krainie Czarów, 23 posągów szanowanych mężczyzn i psa Balto.

TE NOWE STATUSY pojawiają się również w trakcie szerszego i znaczącego globalnego rozrachunku dotyczącego historycznej władzy i reprezentacji. Wydawało się, że punkt zwrotny zeszłego lata w Bristolu w Anglii wrzucono do portu posąg XVII-wiecznego łowcy niewolników Edwarda Colstona i tymczasowo zastąpiono go posągiem Marca Quinna, demonstrantki Black Lives Matter Jen Reid, z triumfalnie uniesioną pięścią. w powietrzu. W tym samym miesiącu poetka Caroline Randall Williams opublikowała swój przejmujący esej „Chcesz pomnika konfederatów? My Body Is a Confederate Monument ”, które zaczyna się od słów„ Mam skórę koloru gwałtu ”. W listopadzie kultowy „Brick House” Simone Leigh został zainstalowany na kampusie University of Pennsylvania w Filadelfii (kolejna edycja jest również prezentowana w High Line w Nowym Jorku), 16-stopowa rzeźba z brązu z głową Czarnej kobiety na szczycie duża, obejmująca całość podstawa – szczególnie wymowny utwór w roku, w którym kolorowe kobiety zajmowały ważne miejsce w postępowej polityce. W miarę jak trwa walka prawna o przyszłość wybitnego 12-tonowego posągu Roberta E. Lee w Richmond w stanie Wirginia, dawnej stolicy Konfederacji, miejsce to stało się spokojnym miejscem dziennych spotkań, „aktywowanym”, jak artysta Catherine Opie niedawno dodała to do tego magazynu, z nowym znaczeniem. Artyści wyświetlali na nim obrazy Breonny Taylor i George’a Floyda; aktywiści namalowali na jej bazie nazwiska innych ofiar policyjnej przemocy. Takie posągi zmuszają obserwatorów do zastanowienia się, co jest istotą historii, do ponownego przemyślenia swojej pozycji w łuku moralnego wszechświata.

Zeszłego lata, kiedy odwiedzałem przyjaciela w Bronzeville, dzielnicy w południowej części Chicago, zdecydowaliśmy się na wspólny spacer, mijając Margot McMahonrzeźba poetki Gwendolyn Brooks. Zainstalowana w 2018 roku jest pierwszą plenerową rzeźbą portretową Czarnej kobiety w mieście. Kiedy rozmawialiśmy, moja 4-letnia córka zbadała odskocznię, na której widniały słowa Brooksa, cytaty z jej nagrodzonej Pulitzerem książki „Annie Allen” z 1949 roku, po czym zatrzymała się, by przyjrzeć się swojej twarzy w okularach. „Kim jest Gwendolyn Brooks?” chciała wiedzieć. „Wspaniała poetka” – powiedzieliśmy jej. „Ważna kobieta”.