ŚWIATŁO DNI
Nieopowiedziana historia bojowników ruchu oporu kobiet w gettach Hitlera
Judy Batalion

Judy Batalion wychowała się w Montrealu w otoczeniu rodzin ocalałych z Holokaustu, opowiadających historie o stracie i cierpieniu. „Moje geny zostały naznaczone – a nawet zmienione, jak sugerują teraz neuronaukowcy – przez traumę” – pisze w „The Light of Days”. „Dorastałem w aurze wiktymizacji i strachu”.

Mając 20 lat, pracując w Londynie jako historyk sztuki (w dzień) i komik (w nocy), Batalion zaczął szukać innego spojrzenia na kobiety na wojnie. Odnalazła to w zapomnianych opowieściach o polskich „dziewczynach z getta” – dziesiątkach żydowskich kobiet, które nie prosiły „o litość” i nie uciekły przed nazistami. Zamiast tego zostali i walczyli z nimi. Albo flirtował z nimi, a potem strzelał i zabijał. Prowadzili też grupy żydowskich bojowników do walki z Wehrmachtem.

Batalion skupia się w swojej książce na jednej z takich grup wyjątkowych kobiet, niektóre nawet w wieku 15 lat, które są częścią zbrojnego podziemnego żydowskiego ruchu oporu, który działał w ponad 90 wschodnioeuropejskich gettach, od Wilna po Kraków. Wiedząc, że nie będzie litości w pojmaniu, tylko tortury i brutalna śmierć, kobiety przekupiły katów; przemycane pistolety, granaty i pieniądze do pluszowych misiów, torebek i bochenków chleba; pomógł uciec setkom towarzyszy; i uwiódł nazistów winem i whisky, zanim zabił ich skutecznym ukradkiem.

W co najmniej dziewięciu miastach, w tym w Warszawie i Wilnie, doszło do powstań – podtrzymywanych przez labirynt podziemnych bunkrów wykopywanych ręcznie przez kobiety, wraz z ich atakami na sieć elektryczną. I po części dzięki takim aktom kobiecego bohaterstwa w Oświęcimiu i innych obozach zagłady wybuchł zbrojny żydowski opór. W sumie 30 000 Żydów wstąpiło do oddziałów partyzanckich w lasach europejskich, znaczna część z nich to kobiety, pomimo brutalnego traktowania (w tym gwałtu), jakie często otrzymywali z rąk kolegów.

Dlaczego, zastanawia się Batalion, nie słyszała wcześniej historii tych kobiet? Natknęła się na nie przypadkiem na bardziej zakurzonych półkach londyńskiej Biblioteki Brytyjskiej. Pisząc tę ​​książkę, która pulsuje zarówno wściekłością, jak i dumą, napotkała problem, który polegał na wyborze kobiet do uwzględnienia, a których pominięcia. Jej pragnienie oddania hołdu jak największej liczbie osób jest zrozumiałe, ale prostsza narracja z mniejszą liczbą tematów mogłaby być jeszcze potężniejsza.

Jedną z historii, którą zdecydowanie należało opowiedzieć, jest historia Vitki Kempner, przywódczyni partyzantów w Wilnie, która uciekła przez okno łazienki synagogi w jej małym miasteczku, by dowodzić bojownikami na linii frontu. Być może wyróżniającą się tutaj kobietą jest jednak niezwykle pociągająca Renia Kukielka, którą Batalion opisuje jako „ani idealistkę, ani rewolucjonistkę, ale bystrą dziewczynę z klasy średniej, która przypadkiem znalazła się w nagłym i nieubłaganym koszmarze”.

We wrześniu 1939 r., Kiedy Niemcy przybyli do polskiego miasta Chmielnik i spalili lub rozstrzelali jedną czwartą jego mieszkańców, Renia widziała, jak tylko jeden żydowski chłopiec próbował stawić im czoła. Oburzona przysięgła przyłączyć się do ruchu oporu. Później straciła rodzinę, dom, przyjaciół i pieniądze, ale nigdy nie miała żelaznej woli. Chociaż nie była silna fizycznie, szpiegowała nazistów, szmuglowała broń do gett i przekraczała silnie patrolowane granice. Kiedy była torturowana przez gestapo na skraj śmierci, pozostała buntownicza.

Oczywiście żydowscy mężczyźni z ruchu oporu również dokonywali heroicznych wyczynów, ale ze względu na zdolność kobiet do wtapiania się w tło często przypisywano im bardziej śmiałe role. W szerszym kontekście wojny ich zwycięstwa były niewielkie, a poświęcenia wielkie. Ale duch ich oporu był, jak słusznie zauważa Batalion, „kolosalny w porównaniu z narracją o Holokauście, z którą dorastałem”.