W National Review Charles Cooke napisał niedawno o niej pod nagłówkiem: „Demokraci mają problem z Kamalą Harris”. Redakcja New York Post przesłała jej przemówienie startowe w Akademii Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, nazywając ją „patrzeniem na marynarkę”. Sprytny. Również nieuzasadniona — i znak, jak głęboko kryje się pod skórą swoich przeciwników.

Ataki te zbiegają się ze zwiększeniem zadań, które zlecił jej Biden. Poprosiwszy ją w marcu ubiegłego roku o pracę nad powstrzymaniem migracji przez południową granicę, we wtorek zidentyfikował ją jako liderkę administracji w kwestii praw wyborczych. To ogromne. Kwestia ta jest dla wielu Demokratów definicją, najwyższym priorytetem legislacyjnym dla partii i wściekle dyskutowanym punktem spornym między nimi a Republikanami.

„To zajmie cholernie dużo pracy” – powiedział Biden, kiedy ogłosił we wtorek o jej najnowszym odpowiedzialności w Tulsa w stanie Oklahoma.

Sukces jest niepewny, ale przekora jest pewna.

„Gdybym był wiceprezesem Harrisem, a prezydent Biden wciąż dawał mi najtrudniejsze zadania, powiedziałbym: „Co się dzieje, stary?” – powiedział David Chalian, dyrektor polityczny CNN, w środowym podkaście CNN Political Briefing. „Dodaj to teraz do jej tablicy z imigracją, a przed nią naprawdę ciężkie bitwy polityczne”.

„Ona jest teraz odpowiedzialna za nadzorowanie uchwalenia ustawy dla ludzi” – dodał Chalian, odnosząc się do ustawy o prawach do głosowania, która przeszła przez Izbę, ale wygląda na straconą w Senacie. „Nawet nie wszyscy Demokraci są na pokładzie”. Nawet jeśli je tam dowiezie, będą musieli odrzucić złodziejaszka, a ona będzie musiała oddać głos decydujący o rozstrzygnięciu remisu, aby umieścić ustawę na biurku Bidena. Demonizowanie jej przez Republikanów byłoby bezgraniczne.

A jednak poprosiła o prowadzenie w prawach wyborczych, zgodnie z artykułem w The Times w czwartek Katie Rogers i Nicholasa Fandos. To jest odważne. To także śmiała riposta na narrację, którą przeszła na palcach przez wiceprezydent.

„Wciąż wycofuje się za tematów do rozmów i frazesów w miejscach publicznych” – napisał Edward-Isaac Dovere w swojej ocenie w zeszłym miesiącu w The Atlantic. Zauważył, że jej krytycy „widzą jej wiceprzewodniczącą do tej pory jako zbiór niepowiązanych ze sobą stałych fragmentów. Harris przylatuje gdzieś z samolotem, kawalerią i agentami Secret Service, składa kilka przeważnie nijakich oświadczeń, a potem opowiada komuś, z kim się spotyka, jak ma zamiar przywieźć ich historie z powrotem do Waszyngtonu. Potem znowu szybko znika z oczu.