ISS, która nie podzieliła danych na płeć, przypisała zmianę „powszechnym protestom na rzecz sprawiedliwości rasowej zeszłego lata”.

Jeszcze przed protestami instytucje finansowe, takie jak Goldman Sachs, BlackRock i Nasdaq, wywierały rosnącą presję na różnorodność w zarządach, w dużej mierze napędzaną rosnącym zbiorem dowodów pokazujących, że zróżnicowane przywództwo koreluje z lepszymi wynikami biznesowymi. Według naukowców z Clemson University i University of Arizona w wyniku ustawodawstwa z 2018 r. w Kalifornii prawie wszystkie z ponad 600 spółek publicznych, które mają tam obecnie siedzibę, mają co najmniej jedną kobietę w zarządzie.

„Idealny scenariusz to zwiększenie różnorodności przez firmy bez nacisków zewnętrznych” – powiedziała pani Akutagawa. „Ale to, co zostanie zmierzone, zostanie zrobione”.

Eksperci twierdzą jednak, że zasadnicze zmiany nadal będą wymagały czasu. Typowa kadencja dyrektora zarządu trwa osiem lat, a dodanie większej liczby miejsc może być kosztowne, a wynagrodzenie dyrektora często sięga setek tysięcy dolarów.

A szukanie dyrektorów poza „stawem” też może niewiele pomóc: ponieważ zarządy starają się dywersyfikować, dyrektorzy zaczęli rekrutować z niższych rang korporacyjnych, poza kierownictwo, które jest również białe i męskie. Jednak, jak donosił lutowy felieton The New York Times w DealBooku, wiele firm nie pozwala swoim pracownikom, zwłaszcza menedżerom niższego szczebla, dołączać do zewnętrznych zarządów, powołując się na zobowiązania, których wymagają miejsca w zarządach, co może odwrócić uwagę pracowników w pracy oraz potencjalne konflikty interesów.

W raporcie Deloitte zauważono, że przy obecnym tempie zmian zajęłoby to dziesięciolecia, aby rady nadzorcze osiągnęły reprezentację proporcjonalną do demografii populacji amerykańskiej. Na przykład kolorowe kobiety stanowią 20 procent populacji Stanów Zjednoczonych, ale zajmie im do 2046 roku, aby zajęły 20 procent miejsc w zarządach Fortune 100.

„Faktem pozostaje”, piszą autorzy raportu, „postęp był boleśnie powolny”.