Opowiedz nam kilka historii sukcesu kobiet uczestniczących w negocjacjach pokojowych.

W późne lata 90Irlandia Północna miała przy stole oddzielną delegację kobiet, Koalicję Kobiet Irlandii Północnej, negocjującą na równych zasadach. W Liberii w 2003 roku były to kobiety który się zmobilizował, nalegał na rozmowy pokojowe i rzucił wyzwanie walczącym stronom. Ostatecznie podpisano porozumienie pokojowe, a kobiety nadal naciskały, by Liberia miała wreszcie okres pewnej stabilizacji. Wiemy z Filipin, że jeśli mamy grupy kierowane przez kobiety monitorujące zawieszenie broni, odnoszą one znacznie większe sukcesy, ponieważ widzą problemy, mogą zapobiegać i ludzie mogą im ufać. Niedawno dostrzegliśmy znaczenie udziału kobiet w Porozumienie pokojowe w Kolumbii, którego tekst jest jednym z najbardziej wszechstronnych i kompleksowych porozumień. Obecnie wyzwaniem jest wdrożenie.

Mamy przykłady sukcesów, ale problem polega na tym, że z punktu widzenia społeczności międzynarodowej nie opieramy się na dobrych praktykach.

Dlaczego pomimo postępów wykluczenie kobiet z procesów pokojowych pozostaje normą?

Tradycyjnie procesy pokojowe przypominają mecz piłki nożnej, w którym biorą udział tylko dwie strony. To wadliwy model, ponieważ tak duża część społeczeństwa jest dotknięta, ale nie jest reprezentowana. System ONZ i nasze struktury dyplomatyczne są nadal ograniczone, jeśli chodzi o sposób, w jaki uznają społeczeństwo obywatelskie, a osoby budujące pokój, które są kobietami w większości, wciąż nie są powszechnie uznawane. W tych procesach można zatrudnić poszczególnych biurokratów lub wysłanników, którzy pomimo wszystkich badań pokazujących, że kobiety mają pozytywny wpływ, uważają, że ich zaangażowanie ma drugorzędne znaczenie lub mówią: „Kobiety będą kołysać łodzią”. Kwestionują i odrzucają to, co wiedzą kobiety w tych społeczeństwach i wolą podążać tradycyjną ścieżką, mimo że wyłączne procesy pokojowe nie działają. Mamy więc do czynienia z potrójnym przekleństwem seksizmu, rasizmu i usterek systemowych w projektowaniu procesów pokojowych, w tym, jak zespoły mediacyjne grają w politykę i jak są naciskane przez państwa i grupy zbrojne.

Najważniejsze w twojej pracy jest doprowadzenie kobiet do stołu jako pełnych i równych partnerów, ale nie jest to łatwe. Co daje ci siłę, by iść naprzód?

Kobiety, z którymi pracuję. Twórcy pokoju są kreatywni i optymistyczni – kierują się nadzieją. Zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak radzą sobie pomimo wszystkiego, z czym się spotykają.

Kiedy 25 lat temu zaczynałem tę pracę, w Rwandzie, Gwatemali, Izraelu, Palestynie pojawiały się kobiety i można by argumentować, że były to szczególne przypadki. Ale przez lata, kiedy to robiłem, zawsze uderzyło mnie, że kiedy wybuchają konflikty lub przemoc – każde społeczeństwo ma w sobie te kobiety, które pojawiają się na pierwszej linii frontu. To bardzo samotna praca. To bardzo niebezpieczna praca. Nie każdy podejmuje problem. Z jednej strony to, co mówią i robią te kobiety, jest niezwykłe i wyjątkowe w swoim otoczeniu. Z drugiej strony jest w tym coś niezwykle uniwersalnego. Wprowadzenie ich do globalnej społeczności kobiet wykonujących tę pracę – miejsca, w którym mogą poczuć się jak w domu; to mnie napędza.