LONDYN – National Gallery wybrała jednowyrazowy tytuł dla swojego nowego przebojowego programu: „Artemisia”.

Nazwa wystawa otwarta w sobotę i trwa do 24 stycznia 2021 r., ma pierścień gwiazdy pop, pasujący do najbardziej znanej artystki XVII wieku. Artemisia Gentileschi za swojego życia została okrzyknięta przez artystę Jérôme Davida „cudem malarskim, którego łatwiej zazdrościć niż naśladować”; Dziś jest przedmiotem gorączkowego nowego stypendium, nie wspominając o filmach, sztukach teatralnych, powieściach, a nawet występie w książce dla dzieci z 2017 roku „Good Night Stories for Rebel Girls”.

Ale dlaczego znajomość imienia wydaje się tak często odnosić się do artystek, a nie do mężczyzn? Kahlo jest bez końca nazywana Fridą, ale tylko Kanye West może nazywać Picassa po prostu Pablo.

Być może tytuł ma odróżniać Gentileschi od jej ojca, Orazio, który był także cenionym malarzem. Urodziła się w Rzymie w lipcu 1593 roku, miała 12 lat, gdy jej matka zmarła przy porodzie i została pod jego wyłączną opieką. Giovanni Baglione w „Życie malarzy, rzeźbiarzy i architektów” (1642) opisuje Orazio jako „bardziej bestię niż człowieka”, z „satyrycznym językiem”, który „uraził wszystkich”. Ale przynajmniej zdawał sobie sprawę z marnotrawnych talentów swojej jedynej córki: kiedy miała 18 lat, chwalił się wielkiej księżnej Toskanii, że „jest już zdolna do wykonywania takich dzieł, do których wielu głównych mistrzów tego zawodu nigdy nie dociera”.

Wystawa w Galerii Narodowej jest pierwszą wystawą Gentileschi w Wielkiej Brytanii i dowodzi, że wypowiedź jej ojca wypłynęła z czegoś więcej niż tylko dumy rodziców (lub starań o patronat). 29 wystawionych obrazów – prawie połowa wszystkich prac, które uważała za wykonane przez nią – demonstruje jej zaskakującą wrażliwość emocjonalną, wprowadzając nowy rodzaj intymności do teatralności sztuki barokowej.

W 2018 roku Galeria Narodowa nabyła swoje pierwsze dzieło Gentileschi, „Autoportret świętej Katarzyny Aleksandryjskiej”, co czyni ją jedyną ósmą artystką w kolekcji, w której pracuje ponad 700 mężczyzn. Zespół kuratorski dostrzegł okazję do zorganizowania dużego pokazu monograficznego, który współgrałby z ruchem #MeToo i pomógł przeciwdziałać dysproporcji płci w kolekcji. Zyski byłyby znaczne, ale byłby to nie lada wyczyn: ci, którzy są właścicielami dzieł Gentileschiego, nie rozstają się z nimi lekko, kilka obrazów jest przesiąkniętych wyzwaniami konserwatorskimi, a inne są mętne w sporze.

Artystki były rzadkością we wczesnych nowożytnych Włoszech i zwykle były arystokratkami. (Kiedy Germaine Greer pisała o Gentileschi w 1979 roku, rozdział zatytułowała „Wspaniały wyjątek”). Zostanie artystą wymagało znacznie więcej niż „Własny pokój” więc kilka kobiet, którym udało się zostać profesjonalistami, na ogół miało ojców już w zawodzie. Cytując Simone de Beauvoir: „Nie rodzi się geniuszem, staje się geniuszem” – i to właśnie stawanie się jest problemem kobiet przez wieki.

Wydaje się więc odpowiednie, że w sali otwarcia wystawy znajduje się praca ojca Gentileschi, „Judith and her Maidservant”, zwłaszcza że później uczyniła ten temat swoim własnym. Niektórzy uczeni argumentowali, że tę pracę można przypisać jego córce i chociaż obecnie uważa się to za mało prawdopodobne, ważne jest, aby zrozumieć jej artystyczny dług wobec jego stylu, który mocno zapożyczył się z rozświetlonych flar scen Caravaggia, wypracowanych na podstawie żywych modeli w studio.

Jak mogło być inaczej? Uczeń-mężczyzna wędrowałby po ulicach Rzymu i rysował bezpośrednio z fasad i fresków; Gentileschi była prawie wyłącznie ograniczona do górnego piętra swojego domu, gdzie miała tylko prace ojca i kilka rycin jako inspiracji. W dokumentach sądowych określiła swoją niewoli jako „szkodliwą”; po tych wszystkich miesiącach blokady uczucie jest znajome.

W sali otwarcia pokazu znajduje się również najwcześniejszy znany obraz Gentileschiego „Susannah and the Elders” z 1610 roku. Jest to biblijna historia pięknej żony Joachima, która jest ofiarą kąpieli w ogrodzie przez dwóch lubieżnych starców, którzy grożą oskarżają ją o cudzołóstwo (karane śmiercią), jeśli nie podporządkuje się ich zalotom.

Proporcje cielesne w tej pracy są miejscami nierówne – być może nieuchronnie, biorąc pod uwagę, że jedyna anatomia, którą Gentileschi mogła szczegółowo zbadać w tym momencie, była jej własna – a tekstyliom brakuje namacalności jej późniejszych prac. Ale można to łatwo wybaczyć, gdy zwrócimy uwagę na świetlistość ciała Susannah i niuans jej wyrazu twarzy: patrzcie, jak całe stulecia zapadają się w tym obrzydzeniu.

Gentileschi, która miała zaledwie 17 lat, kiedy malowała pogardę Susannah, mogła czerpać z bezpośredniego doświadczenia. Wiemy, że następnego roku, w maju 1611 r., Zgwałcił ją Agostino Tassi, współpracownik jej ojca, który był zatrudniony, aby uczyć jej perspektywy. Orazio zadenuncjował Tassiego władzom po tym, jak odmówił poślubienia córki, a proces, który nastąpił, stał się synonimem nazwiska Gentileschi. Zapisane w najdrobniejszych szczegółach w dokumentach odkrytych w 1876 roku i pokazanych na tej wystawie po raz pierwszy, akta sądowe oferują kluczowy wgląd w straszne traktowanie kobiet w Rzymie na początku XVII wieku.

Tassi był wcześniej sądzony za kazirodztwo ze swoją szwagierką, a także został oskarżony o zastrzelenie ciężarnej kochanki, ale jego napad na Gentileschi można było uznać za przestępstwo tylko wtedy, gdyby mogła udowodnić, że naruszył jej dziewictwo – to jest raczej kwestią uszkodzenia mienia niż szkody osobistej. Została poddana publicznemu badaniu ginekologicznemu, a następnie torturowana, aby zobaczyć, czy trzyma się swojego zeznania, zmuszając ją do wołania: „To prawda, to prawda, wszystko, co powiedziałem, było prawdą!” Chociaż uznano go za winnego, kara Tassiego była niewielka: został wygnany z Rzymu, ale wygnanie nigdy nie zostało wymuszone.

Jak więc możemy spojrzeć na wyzywającą siłę obrazów Gentileschi, nie myśląc o tym, co zniosła? To pytanie zajmowało naukowców zajmujących się jej twórczością od co najmniej 1976 roku, kiedy Linda Nochlin i Ann Sutherland Harris wyróżniały Gentileschi na swojej przełomowej wystawie „Women Artists: 1550-1950” w Los Angeles County Museum of Art. informacje o rozprawie w towarzyszącej publikacji. To, jak wiele biografii trafia do twórczości artystów, pozostaje trudnym pytaniem. W eseju zamieszczonym w katalogu National Gallery Elizabeth Cropper pisze, że odrzucenie doświadczeń, które ukształtowały Gentileschi, prowadzi do „ponurego zawężenia naszego zrozumienia” jej życia i pracy, i jestem skłonny się z tym zgodzić.

Weźmy na przykład słynną „Judith Beheading Holofernes” Gentileschi, którą dwukrotnie namalowała około 1613 r., Po ucieczce do Florencji z mężem Orazio, który pośpiesznie szukał jej, by stłumić skandal procesu. Na obrazie Judith i jej służąca przypinają Holofernesa, asyryjskiego generała, którego oczy wybrzuszają się, gdy krew tryska z rany, którą Judith wycina nóż w jego szyi. W tamtym czasie panowała moda na przedstawianie silnych biblijnych kobiet (tym bardziej podniecających, że podobnie jak Judith przypominały one swoich malarzy), a na dworze Medyceuszy, którzy byli patronami Gentileschi, wystawiano sztuki starotestamentowe. lata spędzone we Florencji. Ale czy to w pełni tłumaczy przemoc i wnętrzności sceny?

Spójrz na kępki włosów złapane między kłykciami Judith, kiedy ściska czaszkę Holofernesa, aby przeciąć tętnice na jego szyi. To jeden z wielu przypadków, kiedy Gentileschi sprawia, że ​​Caravaggio wygląda na oswojonego: w swoim wykonaniu tej samej chwili cicha Judith pochyla się skromnie na bok, speszona i bezwładna. Ta wyraźna różnica sugeruje, że Gentileschi zarówno czerpie ze swoich intymnych doświadczeń związanych z brutalnością życia w tamtym czasie (takich jak śmierć czwórki z jej pięciorga dzieci), jak i sprytnie wzmacnia swój rozgłos z procesu o gwałt, aby sprzedać się na przyszłe zlecenia groźnych kobiet.

Może właśnie to miała na myśli, kiedy powiedziała swojemu sycylijskiemu patronowi, Don Antonio Ruffo: „Pokażę Waszej Wysokościowej Mości, co potrafi kobieta”. Skrupulatna selekcja w National Gallery przez kuratorkę Letizię Treves z pewnością pokazuje mocne strony Gentileschi: bogactwo pigmentów, wystawne tekstury i rozdzierające serce emocje. To, że tak potężny zbiór prac powstał w ciągu zaledwie dwóch lat, pomimo wszystkich przeszkód i dodatkowych opóźnień spowodowanych przez globalną pandemię, jest również świadectwem tego uczucia.