Powiedziała, że ​​w nocy 22 marca 2019 roku piła z przyjaciółmi w Canberze i zgodziła się na przejażdżkę ze starszym kolegą, który zamiast zabrać ją do domu, skierował taksówkę do Parliament House. Tam, powiedziała, obudziła się w trakcie gwałtu i kazała mężczyźnie przestać.

Powiedziała, że ​​szybko zgłosiła atak, informując Lindę Reynolds, ministra obrony i kilkanaście innych osób. Pani Higgins, wówczas 24-letnia, wniosła oskarżenia przed policją, ale powiedziała, że ​​odrzuciła je z powodu nacisków ze strony przywódców Partii Liberalnej. Powiedziała, że ​​czuła, że ​​musi wybierać: swoją pracę lub sprawiedliwość.

Wszystko to pozostało prywatne do zeszłego miesiąca, kiedy – po zobaczeniu premiera stojącego na podium z Australijczykiem Roku, Grace Tame, ocalałą z napaści seksualnej – postanowiła zabrać głos.

„Moim zdaniem jego rząd był współwinny uciszenia mnie”, powiedziała. „To była zdrada”.

Pani Higgins wróciła na policję, aby wszcząć dochodzenie. Od tego czasu kilka innych kobiet wystąpiło z oskarżeniami w mediach pod adresem tego samego mężczyzny. (Został zwolniony po rzekomym ataku na panią Higgins, ale nie został publicznie zidentyfikowany).

Zbiorowe roszczenia kobiet przerwały impas. Kobiety w Parlamencie i inne osoby, które niedawno odeszły, domagały się odpowiedzialności. Dziesiątki tysięcy kobiet maszerowały po całej Australii 4 marca, domagając się sprawiedliwości, zainspirowane przez panią Higgins i rozgniewane oskarżeniami przeciwko Christianowi Porterowi, ówczesnemu prokuratorowi generalnemu.

Zaledwie dzień wcześniej, gdy pojawiły się doniesienia prasowe o niezidentyfikowanym ministrze gabinetu oskarżonym o napaść na tle seksualnym, pan Porter wskazał siebie jako podejrzanego. Publicznie zaprzeczył zarzutom – postawionym przez kobietę, która powiedziała, że ​​zgwałcił ją, gdy byli nastolatkami – i odmówił rezygnacji.