Każda kobieta, która kiedykolwiek próbowała skorzystać z urlopu macierzyńskiego dłużej niż miesiąc lub dwa, wie, że przedłużające się przerwy w pracy związane z dziećmi są w najlepszym przypadku mile widziane i interpretowane jako brak zaangażowania zawodowego, aw najgorszym przypadku pracowników zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin lub bez dokumentów podstawy wypowiedzenia. Odejście z siły roboczej, nawet w najbardziej tragicznych okolicznościach, jest zazwyczaj drogą jednokierunkową. Co więcej, te wyjścia wzmacniają przekonanie, że matki, w przeciwieństwie do ojców, są jedynymi odpowiednimi podstawowymi opiekunami dzieci, że w tym układzie jest coś naturalnego, uniwersalnego i nieuniknionego.

W rezultacie niektórzy sugerują, że rok Covid-19 może cofnąć dziesięciolecia postępu w dążeniu do równości płci w Ameryce, że nawet po opanowaniu pandemii pokolenie pracujących matek nigdy nie odzyska tego, co straciło.

To sprawia, że ​​zastanawiasz się: jak znaczący był postęp, jakiego dokonaliśmy w ciągu ostatnich trzech dekad, jeśli można go cofnąć tak szybko i zaciekle?

Pandemie uwidaczniają to, co zostało ukryte; oświetlają powiązania między nami, zależności, których wolelibyśmy nie uznawać. Pomyślałem o tym słowie „zależności”, gdy kilka miesięcy temu natknąłem się na kolejną zaskakującą statystykę dotyczącą życia rodzinnego w ramach Covid-19. Okazuje się, że w Stanach Zjednoczonych przeżywalność niemowląt, najbardziej zależnej grupy wiekowej, poszedł w górę podczas pandemii. Istnieją doniesienia, że ​​przedwczesne porody, jedna z głównych przyczyn śmiertelności niemowląt, znacznie spadły we wczesnych miesiącach blokady, kiedy kobiety w ostatnim trymestrze ciąży były w stanie zrobić coś, na co wielu z nich nie może sobie pozwolić w normalnych czasach: praca.

Ponadto niektórzy sugerują, że niemowlęta były bardziej uważne w domu, z mniejszą ekspozycją na wirusy i infekcje krążące w placówkach.

To podkreśla to, co wiele matek i specjalistów od dzieci od dawna wyczuwało, ale nie powinno się ich mówić: że niezależnie od tego, czy opiekunem podstawowym jest matka, ojciec, członek dalszej rodziny czy bliski przyjaciel, noworodki i niemowlęta radzą sobie lepiej w domach. Nie rozmawiamy o tym, ledwo to przyznajemy, ponieważ gdybyśmy to zrobili, mielibyśmy moralny obowiązek zapewnienia wsparcia finansowego, aby było to możliwe dla wszystkich dzieci. Musielibyśmy uznać społeczną wartość opieki nad niemowlętami i ich wychowywaniem oraz umożliwić rodzicom zapewnienie takiej opieki w sposób, który według nich jest najlepszy dla ich dzieci.

Być może będziemy musieli ponownie rozważyć naszą idealizację rodziny nuklearnej, która, jak teraz widzieliśmy, nie może tak naprawdę funkcjonować bez wsparcia zepsutych instytucji, aby ustąpić miejsca poglądowi, że wychowywanie dzieci jest wspólnym obowiązkiem, z korzyścią nie tylko dla jednostki. kobieta lub para próbująca „mieć wszystko”, ale dla ogółu społeczeństwa.