DAVOREN PARK, Australia – Nikt tak naprawdę nie wie, kiedy szopy przydomowe nabrały znaczenia dla mężczyzn, jako odosobnienie i miejsce do majsterkowania. Ale pod koniec lat dziewięćdziesiątych Australia uczyniła je społecznymi. W całym kraju pojawiły się setki męskich szop, jak je nazywano, w których emeryci lub bezrobotni mogli powstrzymać samotność i depresję, pracując nad kreatywnymi projektami, zdobywając nowe umiejętności i nawiązując kontakty towarzyskie.

Wszystko to sprawiło, że Raelene Wlochowicz pomyślał: A co z kobietami? To był koniec 2019 roku, a ona miała przejść na emeryturę po 28 latach pracy w australijskim systemie wymiaru sprawiedliwości dla nieletnich. Ludzie pytali ją, co zamierza zrobić ze swoim czasem.

„Nie wiem”, mówiła. „Jestem gotów zakończyć życie zawodowe, ale jeszcze nie skończyłem”.

Zawsze aktywna, babcia z klasy robotniczej, z jasnorudymi włosami i kolczykiem w nosie, nie mogła znieść myśli o graniu w karty w ośrodku dla seniorów lub siedzeniu i plotkowaniu przy kawie za 4 dolary.

Wiedziała, że ​​szopa pierwszego mężczyzny została otwarta niedaleko, po bardziej wyszukanej stronie Adelajdy, najbardziej uprzemysłowionego z głównych miast Australii i stolicy Australii Południowej.