(Naysayers zauważą, że cudowne krainy dobrobytu w Skandynawii nadal charakteryzują się mało inspirującym wskaźnikiem urodzeń, na co odpowiedziałbym, że pełne korzyści dla rodzin są dobre niezależnie od tego, czy zwiększają przyrost naturalny, czy zmniejszają opóźnienia, ponieważ głównymi beneficjentami tych świadczeń są przecież dzieci, a ich wartość jest oczywista).

Ale co z posiadaniem dzieci – lub ślubem, jeśli o to chodzi – przed założeniem? To znaczy: co powiedzieć młodej osobie, która mogłaby rozważyć tego rodzaju zobowiązania, gdyby nie ostateczność tego wszystkiego, poczucie, że może tworzyć kogoś innego, zanim dowie się, kim naprawdę jest? Przychodzi mi do głowy standardowe ostrzeżenie dotyczące bezpieczeństwa linii lotniczych: nie mówią, ale wiesz, że to mają na myśli.

Ta myśl z pewnością przyszła mi do głowy. Kiedy zaszłam w ciążę, mój mąż był początkującym prawnikiem, a ja byłam nowicjuszem; Wielka noc wymagała dla nas spaceru do miejscowych Popeyes, aby odebrać pudełko herbatników i kilka pojemników czerwonej fasoli i ryżu. Nasze mieszkanie w suterenie miało pomarańczowo-żółte ściany i pojedynczy klimatyzator w oknie z permanentną śmiercionośną grzechotką. W mojej pamięci zawsze jest tam lato, bo każdy dzień mijał z sennością lata, dreszczem nieograniczonych możliwości złagodzony poczuciem braku pośpiechu. Oboje wiedzieliśmy, że wciąż czekamy, aby stać się tym, kim będziemy. To wszystko było preludium.

A potem znaleźliśmy się w zaciemnionym pokoju w gabinecie położnika, nerwowo obserwując migotanie ultradźwięków na ekranie do niewyraźnego znaczenia. Lekarz wskazał bladą, podłużną plamę na czarnym polu mojej macicy. Wyglądało jak duch orzeszka ziemnego. A potem poprawił jakąś gałkę na maszynie i ognik zabił echem bicia serca. W jakiś sposób, nawet po zaskoczeniu samą ciążą, wciąż byłam w stanie być oszołomiona i byłam.

Pierwszą transzę niepokoju spędziliśmy na sprawach materialnych. Czy potrzebowalibyśmy większego miejsca, a jeśli tak, to jak moglibyśmy sobie na to pozwolić? Ile moglibyśmy zaoszczędzić przed D-Day? Jak zapłacilibyśmy za opiekę prenatalną, skoro nadal byłam na ubezpieczeniu mojej matki, które nie obejmowało opieki poporodowej dla osób na utrzymaniu? Nasze prace nie były stabilne. Nie mieliśmy pojęcia, kiedy i czy tak się stanie, albo czy któryś z nas naprawdę wykonywał właściwą pracę. Brakowało dóbr światowych, samoświadomości i pewności siebie.

Potem się urodziła.

Jedną z rzeczy, których nie mówią ci o posiadaniu dzieci, jest to, że nigdy nie masz dziecka, co jest dla ciebie, twoim dzieckiem, sumą wszystkich dzieci. W chwili, gdy położyli jej wilgotne, różowe ciało na mojej piersi, wiedziałem, że ogarnie mój świat. Martwiłem się właśnie o to. W powieści Sheili Heti „Macierzyństwo” narratorka, cyniczna pisarka zastanawiająca się, czy mieć dzieci, zanim będzie za późno, lamentuje nad nieobecnością nowych rodziców w życiu ich przyjaciół, zjawiskiem, które nazywa „tą pełną ulgi i radosną dezercją”. „Kiedy ktoś ma dziecko”, pisze, „zwraca się ku swojemu dziecku”. Ryzyko upadku ze świata prześladowało mnie. Kiedy masz dziecko, zwracasz się do niego – ta „ulga i radosna dezercja” może w końcu wpłynąć na twoich przyjaciół, ale najpierw wpływa na ciebie.

To, czego nie rozumiałem – nie mogłem wtedy – to fakt, że porzucenie siebie dla innej osoby było naprawdę ulgą. Moje dni zaczęły toczyć się zgodnie z jej harmonogramem, ten dziwny rytm noworodków, a zmartwienia, które żywiłem, były lepsze niż te, które przyszły wcześniej: bardziej konkretne, bardziej żywotne, mniej przywiązane do klaustrofobicznych ograniczeń mojej własnej czaszki. Dla tego członka pokolenia znanego z niepokoju było to mile widziane wyzwolenie.